sobota, 2 czerwca 2012

Szechita

czyli rytualny ubój zwierząt lądowych i ptaków. Polega na wykonaniu specjalnego cięcia, które spowoduję że zwierzę wykrwawi się przed śmiercią. Niektórzy twierdzą że ma to na celu ograniczenie cierpienie zwierzęcia (koszerność). Jednak biorąc pod uwagę że od wykonania cięcia do utraty przytomności przez zwierzę (które nie może być w żaden sposób ogłuszone), który wynosi od 20 s u owiec, do 2,5 min lub dłużej u drobiu (Wiki) trudno jest w to uwierzyć.
Ostatnio jadłam polędwicę, która pomimo że była prawie surowa, była całkowicie bezkrwawa. Zaczęłam się zastanawiać czy jednak organicznie mięsa to nie za mało. I wygląda na to że przerzucam się tymczasowo na dietę wegetariańską. Przy ogromnej dostępności ciecierzycy, soczewicy i wszelkich innych rodzajów fasoli nie powinno to być problemem.

poniedziałek, 21 maja 2012

Izraelski wesele - Part 2 - zdjecia!

Sala weselna




Przy stole





Ogród, gdzie miała miejsce część pierwsza wesela

środa, 16 maja 2012

Izraelskie wesele

I stało się! Zostałam zaproszona na izraelskie wesele :) Na ślub swojej córki zaprosiła mnie znajoma z pracy, także Młodej Pary nie widziałam w życiu na oczy. Nie jest to tutaj niczym dziwnym, na wesela zapraszani są wszyscy przez wszystkich. Co się przekłada na na liczebność imprezy (180 to małe wesele), co z kolei przekłada się na koszt imprezy (standardowo daję sie 300 szekli, czyli ok 270 zł).
Pojechalismy jednym samochodem z reszta ludzi z labu, nikt nie brał osoby towarzyszącej zapewne ze względu na koszty (patrz wyżej). Wesele można podzielić na 3 etapy.
Część pierwsza. Wchodzimy na teren wesela (całość odbywa się na terenie kibbucu). Piekny ogród, ścieżka od wejścia ozdobiona świecami, wrażenie bardzo pozytywne. 
Pierwszy przystanek - stanowisko z kopertami. Tutaj każdy może włożyć pieniądze do przygotowanych kopert i napisać na niej życzenia.
Drugi przystanek - rejestracja. Należy pobrać karteczkę ze swoim imieniem i numerem stołu (a raczej zakresem stołów gdzie należy usiąść). Przy bagatela 600 (!!!) gościach ustalenie dokładnego miejsca dla każdego byłoby niemałym wyzwaniem.
Przystanek trzeci - rodzice. I skrzynka do której wrzuca się koperty z kasą (prezentów brak). Rodzicie państwa młodych witaja wszystkich gości. Współczuje.
Po wszystkich formalnościa nastepuję cześć mniej formalna. Odbywa się w ogrodzie, stoły z przekąskami (mięso z grilla, warzywa, szawarma itp, itd. - wesele jest jemeńskie co jest jest istotne ponoć w kwestii jedzenia - rzeczywiście wszystko bardzo smaczne) i bar z alkoholem. Ludzie się schodzą i schodzą...
Cześć druga. Właściwy ślub. Od razu zaznaczam że to nie jest ślub ortodoksyjny. Ceremonia odbywa się pod Chupą (http://pl.wikipedia.org/wiki/Chupa). Na miejscu są już rabini, ktoś gra na rogu, w towarzystwie ojca i przyszłęgo teścia wchodzi pan młody, nastepuja głosne fanfary, sztuczne ognie strzelają, napięcie rośnie.... i tadam! dostojnym krokiem nadchodzi panna młoda. Pod chupą stoją juz wszyscy, po jednej stronie Ona z matką i teściową po drugiej On i oni. Modlitwy, zaklinanie szczęścia, picie wina. Najpierw pije On, potem matka podaje Jej (jeszcze nie są po ślubie, więc nie moga się dotknąć...). Błogosławieństw, modlitwy i do końća nie wiem co. W końcu pocałunek (przypominam że to jest ślub nieortodoksyjny!). Fanfary. Brawa. Można iść jeść. Do państawa młodych podchodza najbliżsi i przyjaciele.
Cześć trzecia. Kolacja i impreza. Jest nawet pierwszy taniec, oczywiście z towarzyszeniem sztucznych ognii, jak powiedziała koleżanka "it's bad taste wedding" co raczej nie należy do rzadkości. Jedzenia sporo i smaczne. Na stóle przy którym siedziało ok 15 osób poszły niecałe dwie butleki wina. Toast przed jedzeniem a potem już tylko soft drinki.  Trochę potańczyli, pojedli i w... . O północy byłam już u siebie. Ponoć jak się zna państwa młodych zabawa jest lepsza (w co jestem w stanie uwierzyć ;) i dłuższa.

Doświaczenie ciekawe, ale pewno gdyby było bardziej ortodoksyjnie zabawa może byłaby mniejsza ale o ile ciekawsze obserwację ;)

Może jakieś zdjęcia się pojawią wkrótce...

sobota, 17 marca 2012

Purim

Jedno z niewielu radosnych świąt w żydowskim kalendarzu, wiążę się z historią napisaną w Księdze Estery: http://en.wikipedia.org/wiki/Purim
Obecnie mało kto pamięta dokładnie o co chodzi. Najważniejszymi elementami święta jest przebranie i picie na umór. Na festynie, na który dotarłam dominowało to pierwsze (było dopiero południe). Jutro jest parada na Uniwersytecie, zobaczymy jak tam to będzie wyglądało ;)

Zdjęcia robione w biegu, więc postawiają wiele do życzenia...

Chętni mogą się pomodlić, ale ponoć trochę oszukują bo taką modlitwę powinno się odmawiać rano.










A w sklepie coś dla małych...

i tych trochę większych.


Niektórzy superbohaterowie byli już zmęczeni. 



ale niektóre elegantki dzielnie szły same. Niestety. Bo buty z obcasem raczej im nie służyły.


niedziela, 26 lutego 2012

Kwiaty na pustyni

Wyprawa pierwsza
Niedziela rano, ktoś rzuca w pracy hasło - pojedźmy zobaczyć rzekę! Zobaczyć? Rzekę? ale o co chodzi? Po deszczowym weekendzie była szansa na że bagnisty strumień płynący przez Beer Shevę zamieni się w prawdziwą (zgodnie z nazwą) rzekę. Na miejscu okazało się że nic z tego, jest tylko trochę więcej błota. Ale dzięki temu poszliśmy zjeść ponoś najlepszego falafela w mieście. Mniam :)
A i widzieliśmy tęcze...

Wyprawa druga
Prawie odwołana ze względu na deszcz majacy padać w weekend (dlaczego to tak wszędzie jest że pogoda psuje się na weekend?). Jednak sie udało! Pojechaliśmy oglądać kwiatki na pustyni :) Deszcze powoduje nie tylko pojawianie się rzek, ale też pojawienie się roślinności (jeśli chodzi o zwierzęta to możliwe że się jeszcze jakiś tygrys zachował :). Najwięcej kwiatków jest w okolicach "lasów" które zostały posadzone w różnych miejscach. Jedyne naturalne lasy są na północy Izraela.








A na koniec Jaja, gdzie sprzedają hamburgery ;)


piątek, 10 lutego 2012

środa, 1 lutego 2012

Zima w Beer Shevie

Podobno jest wyjątkowa zimna w tym roku... takie opinie, szczególnie przy obecnych temperaturach w Wawie, wywołują zazwyczaj u mnie lekkie rozbawienie. Ale ostatnio zrobiło się rzeczywiście nieprzyjemnie. Wiatr, deszcz (!), chmury i całkowity brak słońca. Czyli typowa polska jesień ;) A co gorsze temperatury, o zgrozo, spadają poniżej 10 stopni!